24 Lut
  • By Bukowiński
  • Cause in

Relacja z pielgrzymki do Kazachstanu

Pielgrzymka na beatyfikację ks. Władysława Bukowińskiego.

Do Kazachstanu ścieżkami Misjonarza Miłosierdzia

1.

W dniach od 8 do 15 września 2016 r. udaliśmy się do Kazachstanu. Celem naszego wyjazdu było przede wszystkim uczestnictwo w uroczystościach beatyfikacji ks. Władysława Bukowińskiego – Apostoła Kazachstanu, Polaka, który całe swoje życie poświęcił głoszeniu Słowa Bożego na terenach Kazachstanu w okresie istnienia Związku Radzieckiego. Chcieliśmy również zobaczyć, jak wygląda tak odległy i niemal egzotyczny kraj, do którego w latach 30. i 40. XX wieku zostało przymusowo wywiezionych wielu naszych rodaków.    

   Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy było miasto Astana. To obecnie stolica Kazachstanu. Położona jest w północnej części kraju, na zachód od Karagandy, nad rzeką Iszym. Miasto zamieszkuje wedle oficjalnych danych nieco ponad 800 000 mieszkańców, jednak z relacji przewodnika oraz mieszkańców wynika, że jest ich znacznie więcej – ponad milion. Astana stolicą jest od niedawna, bo dopiero od 1997 r., kiedy to prezydent Kazachstanu – Nursułtan Nazabrajew, który, myślę, że warto nadmienić, sprawuje ten urząd od momentu proklamowania niepodległości w roku 1991 do chwili obecnej – postanowił przenieść stolicę z Ałmaty do Astany. Zanim Astana stała się miastem stołecznym Kazachstanu, nosiła nazwę Akmoła. Samo słowo Astana w języku kazachskim znaczy po prostu stolica.  Przylecieliśmy do niej późnym wieczorem i spędziliśmy tam cały następny dzień. Miasto zbudowane zostało niemal od zera. Dzieli się na nowoczesne, pełne pachnących jeszcze nowością budynków i ciągle rozbudowywane centrum oraz nieco biedniejsze przedmieścia. Co w pierwszej kolejności rzuca się w oczy w czasie wizyty w centrum miasta, to niewielka liczba ludzi, którzy tam przebywają. W żaden sposób nie można porównać tego i odnieść do polskich miast, gdzie centrum tętni życiem. Zupełnie inaczej jest na peryferiach Astany, gdzie jest mnóstwo ludzi, ruch, kramy.    

   Do późnego popołudnia czas spędziliśmy na zwiedzaniu nowopowstałego centrum Astany. W samym centrum znajduje się górująca nad innymi budynkami wieża zwana Bäjterek. Monumentalna budowla ma symbolizować nowy status miasta  jako stolicy kraju. Wieża ta, zgodnie z myślą projektanta, ma przedstawiać mityczne drzewo życia oraz uosabiać legendę o magicznym ptaku szczęścia. Na szczycie tej 105-metrowej budowli znajduje się wielka kula, która symbolizuje jajo złożone przez tegoż ptaka, a jednocześnie słońce. We wnętrzu kuli znajduje się sala, w której umieszczony został odcisk dłoni prezydenta kraju. Na szczyt wieży można wyjechać windą, skąd podziwia się panoramę stolicy.     

   Naprzeciwko wieży mieści się, zaprojektowany przez tego samego architekta – Brytyjczyka Normana Fostera, Chan Szatyr, co tłumaczy się jako namiot chana. Jest to prze-źroczysty namiot o wysokości 150 m, zwany również największym namiotem świata, w którym znajduje się największe centrum rozrywkowo-handlowe w Azji Środkowej. Na ze-wnątrz budowla robi duże wrażenie, natomiast w środku nie różni się wiele od znanych wszystkim galerii handlowych. (wm)

2.

Samo centrum Astany, którą odwiedzamy pierwszego dnia pielgrzymki do Kazachstanu jest zabudowane nowoczesnymi budynkami. Widać gołym okiem, że miasto powstało kilka lat temu, a jego rozwój wciąż trwa. Czasem razi brak spójności, jednak sama Astana imponuje rozmachem architektonicznym. Wielkie place, mnóstwo zieleni, nowoczesne budynki, to wszystko daje nadzieję, że miasto już niedługo zacznie oddychać pełną piersią.     

   Po zwiedzeniu centrum stolicy udaliśmy się do jedynego obozu dla kobiet w całym historycznym Związku Radzieckim zwanego Alżir – Akmolinskij Łagier Żen Izmiennikow Rodiny. Powstał on w 1938 r. i funkcjonował aż do 1953 r. Mieści się on w odległości około 50 kilometrów od Astany, w miejscowości Malinowka. Wchodził on w skład Karłagu, czyli Łagru Karagandyjskiego, największego na terenie Kazachstanu. Odwiedziliśmy tamtejsze Muzeum Ofiar Represji Politycznych i Totalitarnych poświęcone więźniom oraz obejrzeliśmy film, który opowiadał o losach żon, sióstr, matek i ich rodzin uwięzionych w tamtejszym obozie. Przebywało w nim kilka tysięcy kobiet różnych narodowości, w tym 173 Polki. Na jego terenie znajduje się osiem obelisków poświęconych ofiarom różnych narodowości. Jest również i ten poświęcony Polkom, który został odsłonięty w 2010 r. W samym muzeum znajduje się wiele rekonstrukcji i makiet. Oprowadzająca nas przewodniczka przybliżyła wstrząsające losy więźniarek.     

   Wieczorem udaliśmy się do naszego hotelu położonego na obrzeżach miasta. Odległości i czas podróży w Kazachstanie jest zupełnie inny niż ten, który znamy z Polski. Ale ten temat z pewnością zostanie poruszony w kolejnych częściach relacji z wyprawy w dalekie stepy Kazachstanu.    Następnego dnia mieliśmy udać się do Karagandy, miasta związanego najmocniej z błogosławionym ks. Władysławem Bukowińskim. Tu odbyły się uroczystości beatyfikacyjne, które były głównym celem naszej pielgrzymki. (wm)

3.

Karaganda. Miasto położone na węglu. Rozrzucone właściwie na przestrzeni stepu… „Dzielnice” w naszym rozumieniu są odległe od siebie o wiele kilometrów. Dopiero w Kazachstanie zobaczyłam – a właściwie zrozumiałam, co to znaczy „posiołok” Majkaduk czy Michajłowka… Dzisiaj Karaganda to już zupełnie inne miasto, niż za życia Księdza Władysława Bukowińskiego. Nowe budowle, parki, hotele, drogi i kościoły. A jednak tutaj dzieje się nadal historia naszego Błogosławionego.   Pierwsze spotkanie z Karagandą to obecność naszej pielgrzymki w Dolince. Dolinka – jakże  piękna nazwa, która – niestety – kryje miejsce, gdzie dramat krzywdy, prześladowań i komunistycznego terroru pochłonął tak wiele ofiar. Kiedyś łagier, więzienie, a dzisiaj muzeum: można zwiedzać, oglądać; jest wiele zdjęć, map, są makiety i pomieszczenia więzienne z manekinami – postaciami więźniów i ich oprawców. Takie bardzo realne, ale czy cokolwiek jest w stanie oddać choćby w przybliżeniu to wszystko, co tam się działo?     

   Wracając, trudno  pozbyć się świadomości, że i ta droga, którą jedziemy, i te stepy wokół to ziemia w każdym calu przeniknięta łzami i krwią niewinnych, bezradnych i bezbronnych ofiar sowieckiego reżimu. Przez wiele lat skrzętnie usuwano ślady zbrodni, ale nawet zaorana i zarośnięta od lat ziemia nadal skrywa bezimienne groby i jest świadkiem tylu ludzkich tragedii.  Modląc się za ofiary zbrodniczego systemu, zmierzamy w kierunku klasztoru Sióstr Karmelitanek. Chociaż nadal przytłaczają bolesne przeżycia, to otwiera się przed nami nowy świat.     Trudno oprzeć się wrażeniu, że kroczymy śladami Księdza Władysława: z łagrów, z więzień – na Mszę Świętą. Przeszedł przez „piekło zła i nienawiści” (jak to określił współwięzień Ks. Eliasz Głowacki)  – i doszedł do nieba. Dla nas jednak to o wiele prostsze w tej pielgrzymce po Kazachstanie: a w życiu? Ile trzeba naszego cierpienia, wyrzeczenia, ofiar, zanim my staniemy u bram wieczności? Boże, dzisiaj dziękujemy ci za Jego nieugiętą wiarę: obyśmy i my zawsze trzymali się Twojej dłoni, obyśmy wytrwali zwłaszcza, gdy nie żądasz od nas tak wielkich ofiar. (dl)

4.

I oto Klasztor Sióstr Karmelitanek w Karagandzie, piękna kaplica i znajomi z Polski: jedno serce, jeden duch i radość… Można powiedzieć, że tutaj rozpoczyna się nasza wigilia, nasze świętowanie tego co ma nastąpić za parę godzin. Wspólna Msza Święta po polsku i słowa księdza Jana Nowaka o fundamencie, który kładł tutaj Ksiądz Bukowiński, bo wcześniej nie było tutaj kapłana, zanim On nie przyszedł tu w 1954 roku. Klasztor Sióstr znajduje się właśnie na owej Michajłowce, gdzie mieszkali głównie Polacy, dlatego ks. Nowak mówił: Musiał tak od domu do domu iść, żeby ten fundament budować. Ale miał dobrze przygotowany grunt, bo oni nie tylko odmawiali: Panie… Panie…, oni rzeczywiście się modlili. Codziennie wieczorem przy zamkniętych oknach odmawiali różaniec i na tym różańcu budowali. Ale my doskonale wiemy, że trzeba budować na Eucharystii. Na Chrzcie i Eucharystii, a Eucharystia potrzebuje też Sakramentu Pokuty. I On to właśnie czynił. Był zwykłym księdzem, który wiedział, że ma zrobić coś najważniejszego, skoro Pan Bóg  go tu posłał, nawet przez ateistów, niewierzących. On to widział, że jest tu posłany, że jest na właściwym miejscu.     Kiedy rozważamy w Polsce kolejny jubileusz Chrztu Polski i naszej wiary, słowa te i to miejsce skłaniają do głębokiej zadumy nad naszą osobistą wiarą, bo przecież nam tak łatwo wszystko przyszło i nadal przychodzi. A my jakże często nie wnikamy w korzenie, nie cenimy tego, co mamy. Myślę o ojczyźnie naszej, gdzie pustoszeją kościoły i upada moralność; myślę o naszej i o mojej często tak powierzchownej wierze i rutynowej religijności… Tym bardziej chylę czoła przed mymi rodakami wygnanymi na tę daleką ziemię, przed tymi bohaterami, świadkami wiary, wśród których ksiądz Bukowiński jest pierwszy. I Bogu dzięki za kolejne słowa kaznodziei, w których podkreślił, że Polska jest wielka wiarą. Polska ma wielkich kapłanów i wielkie, wspaniałe  siostry, również tu w Kazachstanie. I dalej mówił: Kościół tu w Kazachstanie buduje się na tej Waszej modlitwie i bardzo Wam dziękuję, że jesteście tutaj. Rzeczywiście owoc wydała ta praca Księdza Władysława, którą tu rozpoczął. Nie tylko ten budynek, ale przede wszystkim ta modlitwa to jest prawdziwe budowanie… On założył ten fundament i będziemy świętować, że wytrwał do końca, że Pan Bóg nam go dał i że wiara tutaj jest coraz mocniejsza. I o to właśnie wspólnie się modlimy, włączając nasze przeżycia, wzruszenia i doświadczenia w tę Najświętszą Ofiarę Chrystusa. (dl)

5.

Po Mszy Świętej w klasztorze Sióstr Karmelitanek zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek. Gwar szybko milknie, gdyż wszyscy z zainteresowaniem słuchamy Siostry Anny Marii, która opowiada jak to się wszystko zaczęło… W 1996 roku przyjechały do Karagandy dwie siostry karmelitanki z Polski. Była tylko mała kapliczka i ubogie starsze „babuszki”, które bez względu na pogodę przychodziły i modliły się 40 minut przed Mszą Świętą. Wiara tych ludzi poruszała serca, ale dzisiaj jest już inne oblicze Kościoła. Katolicy wyjechali, albo poumierali. Spośród 5000 Niemców mieszkających na Majkaduku pozostało zaledwie 200. Polaków pozostało więcej, ale młode pokolenie jest już inne. Kiedy siostry przyjechały, to Msza Święta odprawiała się w języku polskim, niemieckim i rosyjskim, a teraz już tylko po rosyjsku i jest garstka katolików. Ks. Władysław Bukowiński miał szczególny dar – potrafił połączyć tych wszystkich ludzi. Obecnie Kazachstan to różne narodowości i różne wyznania, ale – jak świadczy Siostra Anna Maria – tutaj nie spotyka się ludzi niewierzących, bo w głębi każdego serca tkwi przekonanie o istnieniu Pana Boga. Obecnie w klasztorze jest 8 sióstr: cztery Polki i 4 siostry miejscowe.    

   Opuszczamy klasztor i kierujemy się do katedry, która jutro stanie się centrum świętych wydarzeń. Podziw budzi ogrom świątyni, jak i piękne wnętrze. Tylko krótka modlitwa i uwielbienie Chrystusa Eucharystycznego, gdyż w katedrze trwa modlitewne czuwanie przed jutrzejszą uroczystością. Jedziemy na Majkaduk do katedry p.w. Św. Józefa. To pierwszy kościół zbudowany w Karagandzie w 1978 roku, zaledwie cztery lata po śmierci Księdza Władysława. W tym rejonie mieszkali głównie Niemcy i tutaj też przez pewien czas mieszkał Ks. Władysław. Obok katedry pamiątkowe miejsce drugiego pochówku Ks. Bukowińskiego. Historię jego życia i przebiegu procesu opowiada pokrótce ks. postulator Jan Nowak. Najpierw był on pochowany na miejscowym cmentarzu, na terenie zwanym „1-wiertikalna”. Cmentarz znajdował się bardzo daleko, co jednak nie zniechęcało katolików i grób ich „Ojca” był często odwiedzany: wierni modlili się, przynosili kwiaty. Cmentarz ten został zniszczony przez szkody górnicze, dlatego wierni zatroszczyli się o przeniesienie jego grobu. W czasie trwania procesu beatyfikacyjnego przeniesiono trumnę Sługi Bożego do wnętrza katedry, gdzie również pozostało pamiątkowe miejsce, gdyż obecnie znajduje się on w katedrze Matki Bożej Fatimskiej.     Tutaj również trwa Msza Święta, dlatego po krótkiej modlitwie opuszczamy świątynię, aby zobaczyć jeszcze wybudowane obok Centrum Diecezjalne im. Ks. W. Bukowińskiego, gdzie znajduje się Wyższe Seminarium Duchowne. Aż trudno uwierzyć. Kiedy wspominamy Księdza Władysława i jego tułaczkę po domach, pełną konspirację i ucieczki nad ranem, żeby nie narażać gospodarzy, to dzisiaj cudem wydaje się ta wiara i te jakże wspaniałe budowle katolickie. Nie sposób nie wspomnieć słów Księdza Władysława: „Bóg pośle kapłanów, jeśli będzie chciał”. I tak na naszych oczach spełnia się Ewangelia: „Proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Prosili i Pan posłał. Prosił Bukowiński, prosili wierni i Pan ich wysłuchał.    

    Kończy się nasz pierwszy dzień w Karagandzie. Wracamy do hotelu pełni emocji w oczekiwaniu na jutrzejsze święto. Na koniec dnia jeszcze oglądamy najnowszy film o Księdzu Władysławie Bukowińskim. To przecież jego święto, więc nic dziwnego, że jest obecny w naszych myślach, w modlitwach, że tak realnie czuje się Jego obecność.  (dl)

6.

Nadszedł ten najważniejszy dzień: tak długo oczekiwana, wymodlona beatyfikacja ks. Władysława Bukowińskiego. Cel naszej pielgrzymki. Od rana świąteczny nastrój,  emocje, można powiedzieć nawet pośpiech, żeby na czas dotrzeć do katedry.   

    I oto katedra Matki Bożej Fatimskiej Matki Wszystkich Narodów w Karagandzie. Patrząc na nią wydaje się, że sięga nieba i trudno nie zauważyć, że dzisiaj szczególnie doświadczamy tej rzeczywistości połączenia nieba z ziemią. Mamy jeszcze czas na rozmowy z przybywającymi do katedry, na spokojną modlitwę,  i chwile skupienia. Podziwiamy piękne prezbiterium i boczne ołtarze z Chrystusem Miłosiernym i Matką Najświętszą. Serce porusza zasłonięty jeszcze obraz Sługi Bożego.    Katedrę wypełnia wielotysięczny tłum wiernych z całego Kazachstanu, z Polski, Rosji, Białorusi, Ukrainy, Niemiec, Litwy i z różnych odległych stron świata.  Rozpoczyna się liturgia: niekończąca się procesja kapłanów, biskupów, służby liturgicznej. Przepiękne śpiewy sławią zasługi wiernego Apostoła Władysława, który niósł Słowo Boże, by w sercach kiełkowały ziarna Bożej miłości. On, zapominając o strachu, nawet w więzieniach i łagrach uczył wybaczać zło i bronić ducha wolności. Wierny swemu powołaniu odpowiadał Bogu „tak”, by budować Kościół, a my prosimy, żeby pomógł dzisiaj nam, wchodzącym do świątyni wybłagać u Boga łaskę odpowiadania dobrem na zło.    Uroczystości przewodniczy legat papieski, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Amato. Biskup Kargandy Adelio Dell’Oro przedstawia prośbę skierowaną wcześniej do Ojca Świętego o beatyfikację.  Słuchamy też „krótkiej” biografii księdza Władysława, która ukazuje, jak bogate i piękne było jego życie. Aż trudno uwierzyć, jak ogromne było jego zaufanie Bożej Opatrzności i miłość, która z najgorszego piekła uczyniła drogę do nieba.   

    I najważniejszy moment: kard. A. Amato odczytuje list beatyfikacyjny z decyzją Papieża Franciszka. (…) naszą władzą apostolską zezwalamy, by Czcigodny Sługa Boży ks. Władysław Bukowiński, od tej pory nazywany był Błogosławionym, a jego święto niech będzie obchodzone zgodnie z zasadami prawa 20 czerwca każdego roku. (…) Entuzjazm i szczęście zebranych! Łzy radości, gdy odsłania się obraz Błogosławionego… Śpiew i uniesienie. Uroczyście wnoszone są relikwie Ojca Władysława. Świece, kwiaty, woń kadzidła, a my uwielbiamy Boga i błagamy o wstawiennictwo księdza Władysława.    

    Na ręce legata papieskiego, biskup Karagandy wraz z Postulatorem składają podziękowanie  za ogłoszenie błogosławionym Sługi Bożego ks. W. Bukowińskiego. Wszyscy śpiewamy uroczyste „Chwała na wysokości Bogu”. Ogarniając spojrzeniem zebranych w katedrze wiernych, grono księży celebransów na balkonach prezbiterium, pod łagodnym spojrzeniem bł. ks. Władysława przeżywamy dogłębnie świętych obcowanie i realną jedność Kościoła ziemskiego i niebieskiego. Jak szczerze i autentycznie wznosi się do nieba modlitwa: Wszechmogący wieczny Boże, Tyś powierzył błogosławionemu księdzu Władysławowi duszpasterską posługę w trudnym czasie Kościoła i obdarzyłeś go odwagą wiary i przebaczającą miłością, daj, abyśmy za jego przykładem i wstawiennictwem dochowali wierności Chrystusowi aż do śmierci. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. – Amen!    

   Następuje Liturgia Słowa i pierwsze czytanie po polsku: wsłuchujemy się w modlitwę Salomona i jakże wymownie brzmią w tych okolicznościach jego słowa: O Panie, Boże mój, wysłuchaj to wołanie i tę modlitwę… aby w nocy i w dzień Twoje oczy patrzyły na tę świątynię… aby wysłuchać modlitwę, którą zanosi Twój sługa na tym miejscu. Dlatego wysłuchaj błaganie Twego sługi i Twego ludu… Nie tylko wysłuchaj, ale i przebacz! W drugim czytaniu (w języku niemieckim) Święty Paweł przypomina, że fundamentem Kościoła jest Chrystus; że jesteśmy świątynią Boga i Duch Boży mieszka w nas: czy dzisiaj możemy mieć inne pragnienia niż to, aby za wstawiennictwem nowego Błogosławionego trwać w Bogu aż do śmierci? Dzisiaj ks. Władysław pokazuje nam przecież, że to jest możliwe… (dl)

7.

W homilii podczas Mszy św. beatyfikacyjnej ks. Władysława Bukowińskiego kard. Angelo Amato przypomina m.in., że święty Jan Paweł II nazwał Błogosławionego heroicznym świadkiem wiary i obrońcą cierpiących prześladowania, a papież Franciszek  – niezmordowanym Apostołem Ewangelii i Pasterzem według Serca Chrystusa. Trudna posługa ks. Władysława na Wschodzie, jego heroiczna miłość i świadectwo absolutnej wierności Chrystusowi i Kościołowi, zaufanie Matce Najświętszej prowadziły go wzwyż, by dzisiaj stał się chlubą Kościoła, dlatego beatyfikacja jest świętowaniem Jego świętości. Pielęgnował otrzymane na chrzcie cnoty: wiarę, nadzieję i miłość, a modlitwą przezwyciężał strach, głód, przemoc i mimo prześladowań kontynuował posługę duszpasterską, narażając się na kolejne aresztowania i katorgi. Uwięzienie w łagrach traktował jako nowy sposób duszpasterstwa i powtarzał, że wiara kruszy mury. Homilia kończy się przypomnieniem słów św. Pawła, że nic nie może nas odłączyć od miłości Chrystusowej i to właśnie spełniło się w życiu Błogosławionego. Ostatnie słowa są wezwaniem do radości i miłosierdzia, gdyż jak pisał Ks. Bukowiński: Moje szczęście polega na szczęściu innych.   

    Teraz wypowiadamy dobrze znane słowa Credo –  wypowiadamy je z głębi serca, lecz i ze świadomością, że wiara nasza jest jedynie cieniem tej heroicznej wiary, dlatego trzeba nam z pokorą powtarzać: Panie, przymnóż nam wiary – zwłaszcza na te najtrudniejsze chwile życia!    Modlitwa wiernych, odczytana w różnych językach zawiera kolejne prośby: za Kościół i Ojca Świętego, aby przez nich Boże miłosierdzie dotarło wszędzie; za Kościół w Kazachstanie, Azji Środkowej i krajach byłego Związku Radzieckiego, aby wstawiennictwo i przykład bł. Władysława pomagały wiernym zaufać Bożej Opatrzności; za biskupów, kapłanów i misjonarzy w Kazachstanie, Polsce, na Ukrainie i w Rosji, aby bł. Apostoł Kazachstanu był ich orędownikiem w niebie; za ludzi prześladowanych i za ich prześladowców – o łaskę miłości nieprzyjaciół; za ludzi dobrej woli, aby krzewili cywilizację miłości; o wieczne zbawienie, dla zmarłych przyjaciół ks. Władysława oraz za wszystkie ofiary komunistycznego reżimu.   

    Msza św. sprawowana jest dalej. Najpiękniejszy i najważniejszy moment konsekracji przywołuje na myśl te wszystkie Eucharystie sprawowane potajemnie, późnym wieczorem, w ciasnych domach, zwłaszcza, kiedy już bardzo schorowany musiał podpierać się na ołtarzu, żeby wytrzymać na bolących nogach… I te, które ukradkiem sprawowane były na więziennej pryczy bez pięknych liturgicznych naczyń, szat i śpiewów. A przecież to on pisał w jednym z listów: Kiedy wchodzę do kościoła i uczestniczę w uroczystym nabożeństwie, to dogłębnie odczuwam całą jego wzniosłość i uroczystość. Szczególnie rozrzewnia mnie dźwięk organów, jak również śpiew Gaude Mater Poloniae… Moment Komunii i dziękczynienie, które chyba wszystkich nas przerasta, bo nie da się wyrazić, a nawet ogarnąć myślą czy sercem tego wszystkiego, co nas tu przywiodło, tych wszystkich ludzi, których przynosimy tu w sercach i tych wszystkich łask, którymi Bóg nas już obdarzył i dzisiaj obdarza.    Najświętsza Ofiara dobiega końca. Jeszcze podziękowania, przemówienia, błogosławieństwo i zaproszenie dla wszystkich na posiłek. Procesja liturgiczna opuszcza świątynię, a my próbujemy jeszcze utrwalić te niezapomniane chwile, na moment uklęknąć przed relikwiami, choć odrobinę przedłużyć tę uroczystość. CDN. (dl)

8.

   Zakończyła się uroczysta Msza św. Powoli tłumy wiernych opuszczają świątynię i kierują się na przykatedralny plac, gdzie gospodarze przygotowali posiłek, aby nikt nie odszedł głodny. Zdawałoby się, że polowe kuchnie nie nadążają wydawać posiłków, ale w tym barwnym tłumie jest coś charakterystycznego. To nie obiad i nie jedzenie jest tu istotne: to świąteczna agapa, spotkanie…          Nasuwają się głównie dwa skojarzenia: pierwsze, to świętowanie Bukowińskiego ze współwięźniami w łagrze, kiedy posiłkiem świątecznym była kasza… Ale istotne było przeżywanie tajemnic Bożych, święto, obecność Boga, Jego łaska „w tym piekle zła i nienawiści”. Takie przeżywanie świąt organizował nasz Błogosławiony tak, że nawet strażnicy więzienni im nie przeszkadzali. I kolejne skojarzenie przywołujące na myśl pierwsze wspólnoty chrześcijańskie, które – znowu w jakże innych okolicznościach – spotykały się po zakończonej Eucharystii na wspólnym posiłku.   

    I to nasze dzisiejsze spotkanie jest szczególne. To spotkanie wielu osób po latach rozłąki: mam na myśli rodziny, przyjaciół, którzy kiedyś tutaj w Kazachstanie mieszkali, dzielili swoje troski i radości, aż w końcu los rzucił ich w różne strony świata. To spotkanie tylu osób z różnych stron Polski i z różnych innych krajów – a wszystkich tutaj przywiódł i połączył ks. Bukowiński. To spotkanie obfitujące w nowe, zaskakujące znajomości, mimo barier językowych. I z całą pewnością można zauważyć jak na naszych oczach aktualizują się słowa: „jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących”(Dz. 4,32).     

   Nasza grupa pozostawia to radosne zgromadzenie, gdyż jedziemy teraz na polski cmentarz „na Fiodorówce”. Odległości – jak to w Karagandzie – spore i kiedy kiepską drogą docieramy na miejsce, ukazują się naszym oczom liche, zaniedbane, chyba nawet częściowo opuszczone domostwa i łąka, na której pasą się krowy. To na tej łące, nieco dalej, wśród wysokich traw zauważamy pierwsze groby. Klucząc wśród tych traw, chaszczy, zarośli i drzew mijamy zaniedbane groby katolickie, prawosławne, komunistyczne z radzieckimi gwiazdami… Napisy rosyjskie, ale nazwiska, imiona często „nasze”. Tak docieramy do grobu szczególnego – to grób rodziny Słobodzian. Pani Ludmiła Wierzbicka tutaj pochowała swoich rodziców Stanisława i Marię oraz siostrę Władysławę. Od kilkunastu lat mieszka w Polsce i długo już nie była na ich grobie. Jest z nami i Gala – siostrzenica Pani Ludmiły, która mieszka w Karagandzie i o te groby się troszczy. To właśnie w domu Pani Ludmiły Ks. Bukowiński często odprawiał Mszę św. Udzielał im i dzieciom wszystkich sakramentów. Ta rodzina pomagała urządzać tę słynną „kapliczkę”, którą sowieci po roku zlikwidowali. Pani Ludmiła to „perełka” naszej pielgrzymki – jest świadkiem życia i działania Księdza Władysława i dla nas wszystkich wciąż jest niewyczerpanym źródłem informacji o naszym Błogosławionym. Wszyscy przeżywamy ogromne wzruszenie i trudno powstrzymać łzy, bo tu są „nasi”, bo to jest „nasza ziemia”, kawałek Polski, nasi bliscy, którym nie dane było wrócić do kraju.    

   Modlimy się za nich wszystkich o łaskę nieba i o wstawiennictwo za nami u Boga. Modlimy się i za tych, których groby są rozsiane po tej ziemi, za tych, którzy tutaj zakończyli życie i nawet nie mają swych grobów i za wszystkich, o których nikt już nie pamięta. A Kochana Ludmiła powtarza słowa, których chyba nigdy nie zapomnę: „Mamusiu, Ty się tak cieszyłaś, jak przychodzili ludzie na Mszę, taka byłaś szczęśliw,a jak przychodził Ksiądz… a teraz popatrz, ilu księży do Ciebie przyszło! Ilu księży u Ciebie się modli! Ile ludzi… Tylu masz gości…”. (dl)

9.

Wracamy do katedry w Karagandzie. W dolnej kaplicy na centralnym miejscu jest tryptyk ukazujący ks. Bukowińskiego z Najświętszym Sakramentem, a przy nim więźniowie i rodziny: symbolika ukazująca jego duszpasterstwo. Pod ołtarzem złożone są doczesne szczątki bł. ks. Władysława. Mamy czas na spokojną modlitwę przy Jego relikwiach. Kaplica zapełnia się wiernymi, gdyż tutaj będzie odprawiona Msza w języku polskim: pierwsze dziękczynienie za beatyfikację.     

   Polskie pieśni rozpoczynają świętą liturgię. Słuchamy czytań o powołaniu Mojżesza i św. Pawła oraz wymownej Ewangelii o Jezusie Dobrym Pasterzu. Rozpoczynając homilię biskup Jerzy Mazur nawiązując m.in. do Liturgii Słowa wskazuje nam na wypełnienie się Słowa Bożego w życiu Ks. Władysława. Podobnie jak Mojżesz, bł. Władysław został powołany przez Boga. Otrzymał misję do wypełnienia i wypełnił ją najpierw w Krakowie, później na Ukrainie i tutaj w Kazachstanie, i w łagrach syberyjskich. On wstawiał się za ludźmi powierzonymi jego pieczy. On swoje życie poświęcił, aby wypraszać miłość i miłosierdzie dla tych, którzy zostali powierzeni jego pracy ewangelizacyjnej i apostolskiej. Kaznodzieja zauważa, że Błogosławiony  Władysław swoje kapłaństwo kształtował na wzór Jezusa Dobrego Pasterza: znał swoje owce, szedł do nich, aby pomagać im na drodze do zbawienia. Bo pragnieniem Boga jest, aby wszyscy zostali zbawieni. I On to realizował w swoim codziennym życiu – i również w łagrach. (…) I szukał tej jednej zaginionej owcy – dlatego taką metodą ewangelizował. I my dzisiaj możemy powiedzieć tak, jak zapewne powtarzał, że o Królestwo Boże trzeba się modlić, dla Królestwa Bożego trzeba pracować i dla Królestwa Bożego trzeba cierpieć. I kiedy wczytujemy się w życiorys Władysława Bukowińskiego, to widzimy, że on modlił się o Królestwo Boże, on pracował dla Królestwa Bożego i on cierpiał dla Królestwa Bożego, bo pragnieniem jego było, aby Bóg zapanował na tej ziemi, aby każdy człowiek, do którego jest posłany, usłyszał o Bożym Miłosierdziu, o miłości Boga do człowieka.

    W następnych słowach ks. biskup wskazuje na źródła tej świętości, która kształtowała heroizm Bukowińskiego i jest wzorem dla naszego życia: On tutaj służył Bogu i ludziom, tworząc przyszłość i był dla wszystkich świadkiem nadziei, znakiem nadziei. On we wszystkim zaufał Bogu i tego dzisiaj nas uczy: tego wielkiego zaufania, tego wielkiego zawierzenia. On ryzykował, on się nie bał, bo Bóg uwolnił go od strachu i lęku, dlatego z wielką odwagą i z wielką nadzieją szedł, aby nieść Chrystusa innym, ale w tym ryzyku zawierzył siebie Bogu. On ciągle podkreślał godność człowieka. Uważał, że jest to największa wartość w tym widzialnym świecie i szanował godność drugiego człowieka, ukazywał godność chrześcijanina i godność kapłana.     

   Na zakończenie homilii słyszymy wezwanie, aby dzisiaj, będąc na dziękczynieniu za ten wielki dar, za dar tego wielkiego misjonarza, apostoła miłosierdzia, apostoła Kazachstanu, apostoła Karagandy, właśnie za jego wstawiennictwem wypraszać potrzebne łaski dla tych, którzy dzisiaj ewangelizują, którzy dzisiaj potrzebują naszego wsparcia, a szczególnie dla rodzin, bo on pragnął, aby każda rodzina była domowym Kościołem i uczył, że to w rodzinie przekazuje się wiarę i kształtuje powołania.   

    Uczestniczymy w Eucharystii pełni wdzięczności za dar pielgrzymki, za spełnienie się tylu pragnień i modlitw, za to, że łaską Boga „dokonało się” to, czego niejeden z nas nie spodziewał się ujrzeć własnymi oczami. Uczestniczymy w tej Eucharystii również z tą świadomością, którą dokładnie trudno opisać, czy wyrazić w jakikolwiek sposób: to bliska, realna obecność Księdza Władysława i niezliczone łaski, które na nas spływają. Czujemy się chyba podobnie do uczniów na górze Tabor: nie wiadomo, co powiedzieć, czy mówić, czy milczeć i tylko otworzyć szeroko ramiona i chłonąć te łaski i dary i trwać w tej jakby nie kończącej się chwili, w tej nie dającej się określić rzeczywistości.    Msza św. dobiega końca: błogosławieństwo i wzruszający moment ucałowania relikwii Błogosławionego. Krótka chwila modlitwy, jeszcze ostatnie spotkania, rozmowy ze znajomymi, pożegnanie tych, którzy pozostają w Kazachstanie i powrót do autokaru. Wracamy do hotelu, by przygotować się do wieczornej podróży. Przed nami noc w pociągu, aby dotrzeć na południe Kazachstanu i zwiedzić inne rejony tego pięknego kraju. (dl)

10.

Po udziale w uroczystościach beatyfikacyjnych ks. Władysława Bukowińskiego, wyruszamy z Karagandy w drugą część pielgrzymki. Ten etap naszej podróży, to będzie wędrówka ścieżkami Misjonarza Miłosierdzia, który wyjechał do Ałma-Aty, do polskich przesiedleńców, którzy przez 20 lat nie doświadczali posługi kapłańskiej. W czasie swych podróży misyjnych w te rejony ks. Władysław udzielał m.in. sakramentów chrztu i ślubu, przygotowywał do I Komunii Świętej, udzielał Komunii. Więziony, swoją posługę kapłańską wypełniał w więzieniach i obozach pracy. Dla ks. Bukowińskiego każde miejsce, w którym stawiał go Bóg było właściwe do szerzenia wiary i ewangelizacji. Z wyprawami misyjnymi dotarł m.in. do Tadżykistanu, gdzie mieszkali głównie Niemcy. Lata 1959-1961 to z kolei pobyt w obozie pracy w Czumie kolo Irkucka oraz w Republice Mordawskiej w obozie pracy przeznaczonym dla tzw. „religioźnikow” – więźniów osadzonych za działalność religijną.    Wróćmy jednak do naszej pielgrzymki. Z Karagandy nocnym pociągiem szybkich linii Tal-go udajemy się na południe Kazachstanu (900 km) do Ałmaty – dawnej stolicy Kazachstanu (do 1997 r.). Bagaże zostawiamy w hotelu i po śniadaniu autobusem wyruszamy w całodniową wycieczkę do unikalnego na skale światową, liczącego 12 mln lat Kanionu Czaryńskiego, porównywanego do Wielkiego Kanionu w Kolorado. Podjeżdżamy na obrzeże kanionu, dalej wędrujemy pieszo wśród niesamowicie wyrzeźbionych pionowych klifów (150 – 300 m. wys.) Zwiedzamy „Dolinę zamków” – efekt działania wody i wiatru. Idziemy doliną o długości 2 km i szerokości 20 – 80 m. Obserwujemy naturalne formy i wieże skalne. Dochodzimy do miejsca kanionu, gdzie dalszą drogę zagradza rzeka i skały. Pod gołym niebem, w zajeździe turystycznym odpoczywamy i posilamy się. Następnie tą samą drogą wracamy do autobusu, którym po kilku godzinach jazdy docieramy do hotelu. W sali konferencyjnej uczestniczymy we Mszy Świętej.     

   Kolejnego dnia po Eucharystii jedziemy autobusem do największego naturalnego rezerwatu w Kazachstanie – Parku Narodowego Altyn Emel. Podróż w jedną stronę miała trwać cztery godziny, ale… zrobiło się siedem. Jedziemy bezkresną pustynią między górami Kirgiskimi i Karatau. Podróżujemy jak na safari przez piaszczystą pustynię i teren skalisty. Dojeżdżamy w pobliże barchanu – wydmy w kształcie półksiężyca z ramionami zwróconymi w kierunku wiatru. Ta śpiewająca wydma długa na 3 km i wysoka na 120 m jest największym fenomenem natury Parku. Podjeżdżamy do niej na odległość 2 km. Dalej trzeba iść pieszo, nie bez problemu. Gdy doszliśmy do brzegu barchanu, zerwała się burza piaskowa. Jednak wędrujemy dalej. Burza wzmaga się. Niektórzy wracają do autobusu. Inni idą za przewodnikiem wierząc, że zdołają pokonać przeciwności. I udało się zdobyć cel!  Po powrocie do autobusu inną, łatwiejszą drogą okazuje się, że po burzy nie ma już ani śladu. Barchan znów w blasku słońca.      

   Dzień siódmy naszej pielgrzymki to zwiedzanie Ałmaty. Autobusem przemierzamy ulice, przewodnik opowiada dzieje Ałma-Aty (obecnie Ałmaty) i opisuje, co widzimy, czyli budownictwo z czasów, gdy Kazachstan był Republiką Radziecką, ale też nową architekturę powstającą od czasu, gdy Kazachstan w 1991 r. odzyskał niepodległość.    Do 1997 r.  Ałma-Ata była stolicą kraju. Nadal buduje się tu dużo. Ałmata chce zyskać miano stolicy sportu. To widać wyraźnie. Zwiedzamy kompleks sportowy położony na wysokości 1961 m n.p.m. Spotykamy też jednak relikty budownictwa Związku Radzieckiego. W tym miejscu warto zaznaczyć, że prezydent Nazarbajew przeniósł stolicę do Astany po to, aby Kazachstan nie był kojarzony z ZSRR.     Msza święta tego dnia sprawowana jest w kościele, w którym na ołtarzu głównym widzimy drzeworyt błogosławionego ks. Wł. Bukowińskiego. CDN. (jg)

Bukowiński